1/35 Jagdpanzer Marder I
(Sd. Kfz. 135)
Tamiya – 35370
Nie da się nie dostrzec frankofilii w ofercie tamiyowskich pojazdów bojowych (lub bojowych mniej, acz wciąż wojskowych). Bo co i rusz do oferty trafia jak nie kolejny francuski czołg, to – tak jak teraz – pojazd bazujący na konstrukcji zaprojektowanej przez zjadaczy ślimaków. Mamy tu bowiem do czynienia z działem Pak 40 posadzonym na dodatkowo opancerzonym podwoziu ciągnika artyleryjskiego Lorraine 37L. Nie jest tak, że miniatur tego pojazdu (i jego wariacji) na rynku nie było. Oprócz rożnych, lepszych lub gorszych żywic, były przecież i zestawy z RPM (jeden nawet lepiłem eony temu)…
…czy wreszcie model z Panda Hobby. Tylko obydwie wspomniane firmy mają wyrobioną i solidną pozycję na rynku. Przy czym nie jest to pozycja najlepsza, niestety. Tymczasem Tamijunia.. No właśnie. Tamijunia, wkracza tu ze wszystkim, czego można się po niej spodziewać. Począwszy na typowym pudełku z bardzo klasycznym boxartem
Dodajmy, że całkiem inspirującym, jeśli chodzi o wykończenie miniatury – ślady użytkowania i inne smaczki
Wciąż jednak zachodzę w głowę jak to jest, że Tamiya pcha góry pieniędzy w opracowanie modeli, a potem promuje je tak tandetnymi wykonaniami:
Tak, wiem, Tamiya nie musi, bo i tak się sprzeda. Nie musi, ale jednak może. Tym bardziej to słabe. Wychodzi jednak na to, ze przyzwyczajenie jest drugą naturą nie tylko człowieka, ale firm. I gdy spojrzy się na rzecz z tej perspektywy, to wszystko układa się w zgrabną całość. Po otwarciu pudełka mamy to, co zwykle – wypraski spakowane w osobne worki foliowe…
…a do tego, zgodnie ze standardem wprowadzonym już jakiś czas temu, czarno-białą instrukcję montażu oraz drukowaną na kredowym papierze wkładkę z rysem historycznym i malowankami
Schemat montażu taki jak zawsze, jak od dekad (choć mniej już w nim paradnych tłumaczeń z japońskiego na europejskie narzecza) – czytelny i przejrzysty
Na wstępie zasygnalizowane są trzy warianty wykończenia modelu. I zazwyczaj wybór któregoś z nich pociąga za sobą odmienną konfigurację niektórych detali. Tutaj jednak nie znalazłem takowego. Tak czy inaczej, we wspomnianej kolorowej wkładce znajdziemy trzy różnorodne warianty malowania
I tak, owszem – o ile instrukcja montażu jest poręczną szytą książeczką, to ową kolorową wkładkę dostajemy w formie poskładanego w harmonijkę długiego paska
Oprócz opisu wariantów malowania zawarto tu trochę przepisanej wikipedii…
…jak również kilka zdjęć egzemplarza muzealnego – umiarkowanie jednak pomocnych w budowie modelu
Dołączony do zestawu arkusik kalkomanii jest po tamiyowemu niewielki, ale co zwraca uwagę, ma nie po tamiyowemu stosunkowo cienki i delikatny przeźroczysty film
No i w komplecie nie mogło zabraknąć winylowych tulejek
A zestaw ten to pięć ramek z żółtobeżowego plastiku (pierwszą, oznaczona literą A, zawierającą głównie detale układu jezdnego, dostajemy w dwóch egzemplarzach)
Zarówno jeśli chodzi o konstrukcję (czyli kadłub zbudowany z płaskich ścian, ale zaprojektowany tak, by montaż był bez mała intuicyjny, a na pewno bezproblemowy), jak i detale, mamy do czynienia z produktem typowym. Wszystko jest ostre i wyraźne, choć niepozbawione pewnych uproszczeń. Jednocześnie projekt bierze pod uwagę potrzeby bardziej zaawansowanych modelarzy, dlatego konstrukcja miniatury jest jednocześnie dobrą bazą do montażu aftermarketowych zamienników czy wreszcie dodatków własnych
Oczywiście jedne detale są lepsze, inne gorsze, bo z jednej strony mamy ładne spawy na łączeniu pancernych płyt, a z drugiej strony, na tym samym elemencie pojawiają się toporne imitacje pętelek do troczenia ekwipunku, tudzież kamuflażu
Skoro o ‘drugiej stronie’ mowa, to na drugiej stronie pancerza znajdziemy oczywiście ślady po wypychaczach. Bardzo delikatne, co niekoniecznie jest zaletą, bo i tak usunąć je trzeba, ale jednocześnie czasem łatwo je przeoczyć
Działo całkiem szczegółowe…
…choć oczywiście plastikowa lufa, a przede wszystkim hamulec wylotowy, sprawiają, że to dość oczywisty temat do wymiany na coś toczonego w metalu
Układ jezdny to w tym pojeździe, a zatem i w jego miniaturze, rzecz najbardziej skomplikowana
Pomimo tak dalece idącego rozczłonkowania nie daje on możliwości swobodnego ułożenia i spozycjonowania wózków jezdnych – jedyne ‘mobilne’ elementy to kręcące się koła nośne – a możliwość ich obrotu przydać się może podczas malowania. Zresztą nawet gdyby uformować układ jezdny w sposób inny niż oferuje to producent, to i tak pozostaje kwestia gąsienic, które zwyczajowo są opracowane w formie polistyrenowych pasków i ogniw
Detale gąsienic są niebrzydkie. Oczywiście po wewnętrznych stronach pasków znajdziemy niewielkie wypychacze, uplasowane jednak tak, że każdy z nich zniknie pomiziany wąskim pilnikiem
Co oczywiste, wybrane paski mają od razu imitacje delikatnych zwisów
Na koniec wreszcie figurki – opracowane w coraz bardziej powszechny u Tamiyi sposób, czyli na podstawie skanów 3D. Ich obecność anonsowana jest już na pudełku
Anonsowana kolejnym malunkiem przenoszącym nas w czasy wczesnego Verlindena, siedzącego na stolcu awangardowego wówczas modelarstwa i dzierżącego berło suchego pędzla i jabłko łoszyka…
Tym większy stanowi to dysonans, że ludziki są naprawdę rewelacyjne
Podsumowując – typowa Tamiyunia. I typowo dla Tamiyuni nie ma co za bardzo liczyć na liczne wariacje tego modelu, czyli pojazdów na podwoziu Lorraine 37L czy nawet samego tego ciągnika. Przynajmniej rozlokowanie elementów w ramkach nie wskazuje na takie plany.
KFS
Model przekazany przez Hobby 2000 – dystrybutora Tamiya
Bardzo fajny przegląd. Cieszę się, że w końcu mogłem zobaczyć (i przeczytać) jak ten Tamiyowski Marder się prezentuje. A prezentuje się całkiem zacnie. Biorąc pod uwage jego rozsądna cenę, wygląda bardzo sensownie (nie to co kv1 za 220zł).
Mam jednak wrażenie, patrząc po samych ramkach, że model od Pandy wypada lepiej. Po pierwsze, ma bezszwową lufę, a po drugie, zestaw blaszek (w tym tą z osłoną wydechu). Niestety nie miałem żadnego z tych modeli w rękach, by jakkolwiek potwierdzić swoje obserwacje.
Tym niemniej Tamiya daje pewność, że to wszystko się bezproblemowo poskłada, a Panda – wręcz przeciwnie :>
Myślę, że promowanie modelu “tandetnymi wykonaniami” to element przemyślanej i uczciwej przede wszystkim, strategii marketingowej. Firma pokazuje co uzyskasz z zestawu jeśli poprawnie złożysz, a następnie zgodnie z instrukcją pomalujesz zawartość pudełka. Promowanie na pudełku mistrzowskimi wykonaniami (jakie mam nadzieję zobaczyć na tej stronie) było by w stylu Macdonald’sa – na obrazku wspaniały burger, a w pudełku coś co ledwo przypomina obrazek 🙂