1/48 He 111H-3
WWII German Bomber
ICM – 48261
Pod pokrywą z boxartem znajduje się solidne fasonowe pudełko, które kryje instrukcję oraz dość okazały worek wyprasek – tu z humbrolkiem dla jako punktem odniesienia dla pokazania gabarytu
Wszystkie części mieszczą się w siedmiu wypraskach odlanych z szarego plastiku (w tym jednej zdublowanej) i jednej nie małej przeźroczystej.
Tu mała dygresja – uważny czytelnik zauważy, ze brakuje zdjęcia jednej z wyprasek – z jednym ze skrzydeł. Otóż sytuacja jest taka, że producent zaliczył wtopę, i część modeli trafiła na rynek ze zdublowaną ramką B2 – czyli są dwa skrzydła lewe. Sprawa jest załatwiana, sam ciekaw jestem ile to potrwa. Niemniej jednak na razie jednak mam dwa skrzydła lewe
Na szczęście z perspektywy tego inboxa brak skrzydła prawego nie robi wielkiej różnicy – druga wypraska jest lustrzanym odbiciem tej pierwszej. Tak wynika z diagramu zamieszczonego w instrukcji. A właśnie, skoro o instrukcji mowa – całkiem ładna i czytelna
Wracając jednak do plastiku. Model na pierwszy rzut oka prezentuje się nie najgorzej, a na kolejne rzuty .. również. Powierzchnie są dopracowane, linie podziału dość delikatne. Podobnie wszelkie inspekcje. Tu i ówdzie znaleźć można imitacje śrub mocujących panele. Nitowania brak
Koledzy współmodelarze w dyskusji na fejsiku zwrócili uwagę na to zdjęcie:
..a ściślej rzecz biorąc na nadlewki w okienkach. Pojawiła się obawa, iż są to nie tylko nadlewki, ale też niedolewki. Moim zdaniem obawa to niepotrzebna. Oczywiście rozstrzygające byłoby przygotowanie przeźroczystych elementów , wypiłowanie otworów i spasowanie. Ale szczerze mówiąc nie mam na to ani czasu ani ochoty szczególnie. Tym bardziej, że patrząc na to od strony wnętrza wnioskować można, że krawędzie okna są po prostu tak cienkie, że płynnie przechodzą w zbędny naddatek plastiku. Lepiej to, niźli miało by tu plastiku brakować, ale oczywiście usuniecie zbędnego materiału będzie wymagać niezwykłej ostrożności i dużej precyzji
Fragment kadłuba z komorą bombową w dwóch wersjach – do zamontowania otwartych jej pokryw oraz zamkniętą
Co prawda, jak widać powierzchnie sterowe i lotki są zaprojektowane jako osobne elementy, to klapy są już odlane wraz ze skrzydłami. Jestem jak najdalszy od nazywania tego błędem czy ułomnością zestawu – zwracam jedynie uwagę na brak konsekwencji w tej materii
Na wewnętrznych powierzchniach wnęk podwozia i kadłuba odtworzone jest żebrowanie. Takie, bez szaleństw, przy czym tu i ówdzie pomiędzy wypukłościami ulokowane są wypychacze, których usuwanie nie będzie najbardziej przyjemnym etapem prac
Detale są całkiem ostre i nie brzydkie. Krawędzie cienkie, tam gdzie mają być cienkie – na przykład na klapie wylotu powietrza z chłodnicy. Zauważyć można, że w zestawie są zarówno bomby, jak i stelaż na nie, choć ten ostatni nie grzeszy finezją. Na tyle, na ile jest jednak widoczny w gotowej miniaturze zdaje się być wystarczający.
Słabiej wypadają koła podwozia głównego. A najsłabiej koło ogonowe. Koło, nie kółko, bo jest ono gabarytów niebagatelnych, a zaprojektowane jednak w sporym uproszczeniu
Na fragmencie instrukcji, który wklejałem powyżej widać etap montażu silników – bo owszem, silniki w tym modelu są, niemal kompletne, choć miejscami dość siermiężne. Stanowią jednak dobrą bazę do dalszych waloryzacji. Jeśli ktoś ze sobie tylko znanych powodów lubi samoloty obrane z fragmentów poszycia
Na tym tle nieco słabiej prezentują się elementy przeźroczyste. Co prawda szkiełka są niegrube i całkiem klarowne, to jednak ich powierzchnia nie jest idealnie gładka – owocuje to pewnymi zniekształceniami widoku tego, co pod nimi. I nie wiem, czy polerowanie coś tu pomoże. Choć dla wytrwałych rzecz do sprawdzenia. Poza tym byłoby zupełnie fajnie – nie ma soczewki, ramy są wyraźnie zaznaczone
Skoro mignęła już kolorówka z malowanie to znak, że pora omówić i ten temat. Producent proponuje cztery malowania. Prezentuje je na wydrukowanych na papierze kredowym kolorowych bokorysach. Elementy mniej lub bardziej wspólne dla wszystkich, w tym napisy eksploatacyjne rozrysowane są na osobnej, czarnobiałej już karcie
Siłą rzeczy, okazałych balkenkrojców i pasów na skrzydła arkusz kalkomanii jest duży.
..i ku mojemu dużemu i bardzo pozytywnemu zaskoczeniu wydrukowany bardzo przyzwoicie (czego o kalkomaniach z ICM dotychczas nie bardzo dało się powiedzieć). Napisy eksploatacyjne, nawet te najdrobniejsze są czytelne, nie ma ordynarnych przesunięć kolorów. Godła nie dał pola do popisu, bo są mocno schematyczne, ale też wyglądają ładnie
..i tak sobie myślę – no dobra spartaczyli oszklenie. Ale nie na tyle, żeby było do wyrzucenia. Ot niesmak pozostał. Parę elementów jest uproszczonych – koło ogonowe na przykład. Silniki w sumie też, ale z drugiej strony to, co w zupełnie nowym jeszcze modelu zaprezentowała Tamiya jest jeszcze bardziej umowne. Powierzchnie są w sumie dopieszczone, i jedyne do czego można by się w kontekście przywołanego Hiena doczepić, to że ślady po wypychaczach są nierówne, a nie wypolerowane na gładko. Bo są i tu i tu. Zatem z jednej strony mam pewne opory, żeby napisać, że ten model ma jakość taką jak Tamiya, ale z drugiej tak na prawdę ciężko mi jest wskazać co jest tak jednoznacznie gorsze w tym tutaj, niż w tamiyach. W sumie ciekaw jestem jak widzą to inni. No w każdym razie, jeżeli sklejalność będzie dorównywała pierwszemu wrażeniu, to model ten powinien cieszyć zarówno tych, którzy polepią go prosto z pudła, jak i pasjonatów głębokiej waloryzacji (samodzielnej, lub faszerowania dodatkami, których wysypu należy się spodziewać), bo dostaną w ręce solidną bazę do tejże. A na pewno cieszyć będzie gabarytem, bo to wielki bydlak
KFS
P.S. Jeśli podobają się Ci się moje artykuły i chciałbyś wesprzeć ich powstawanie, możesz kupić mi czarną paktrę, albo lepiej czarną kawę, w serwisie buycofee.to
Model przekazany przez firmę ICM dzięki uprzejmości dystrybutora – IBG
Ogólnie rzecz biorąc wyroby icm są coraz lepiej robione. Fakt część elementów można by zrobić lepiej. Wszyscy chwalą Tamiye czy Hasegawe lub Dragona a zasadnicze część ich wyrobów to badziewko a ceny astronomiczne. Tu mamy w miarę porządny model za dobrą cenę. Trochę własnej inwencji i jest ładny model.
Tamiya niby dobrze sie skłąda, ale to też jest syndrom dobrego ucznia. przez paredziesiąt lat robili modele w sumie najlepsze jesli chodzi o technologię i zupełnie nieźle zdetalowane. Tylko że do dzis robią je w gruncie rzeczy tak samo. a inni sie rozwijają
“Wszyscy chwalą Tamiye czy Hasegawe lub Dragona a zasadnicze część ich wyrobów to badziewko a ceny astronomiczne. ” – a skąd niby taka pojechana opinia ??? Która to zasadnicza ( czyli jak rozumiem główna część oferty tych firm) to badziewie ? Chyba, że mówisz o jakiś ich starych modelach typu Tamka czy Hase z lat 70-tych. Ale i one były na tamte czasy całkiem dobre. Tamiyi i Hasegawie w “nowych” czasach bardzo rzadko zdarzają się większe wpadki merytoryczne, a technologia jest na wysokim poziomie. Dragon miał kilka modeli 1/35 z problemami ze spasowaniem czy błędnymi ramkami z częściami , ale to na pewno nie była większość. A pod względem jakości elementów i ich zdetalowania reprezentował (bo ostatnio rzadko coś nowego wydaje) czołówkę światową. Ceny nie są astronomiczne, bez przesady. Modele z Dalekiego Wschodu zawsze są droższe choćby ze względu na sprawy transportowe.